Żelazny piec, Galeria CKiS „Wieża Ciśnień”, Konin 2011

Akwarela stała się w przypadku tych prac niezwykle trafnie dobraną techniką, dzięki której artysta osiąga niebywałe rezultaty, nie tylko formalne. Lekkość, transparentność, zadziwiająca gra kolorów, swoista organiczność – wręcz fizyczność. Te ciała, mimo dramatycznych póz, wręcz okaleczenia, dają nam przy bliższym kontakcie, przyjemność estetyczną i zmuszają nas do głębszej refleksji – nie tylko nad kondycją człowieczą. Pozwalają zagłębić się w strukturę ciała, dogadzają naszym zmysłom, pobudzają je i wyostrzają.

Ten swoisty turpizm nie przeraża nas już, staje się punktem wyjścia do rozpatrywania wartości, o których na co dzień nie mamy czasu myśleć lub nie chcemy do nich wracać. Na początku szybko, niemal wstydliwie przebiegamy wzrokiem poszczególne prace. Ale przecież nie powinniśmy się ich obawiać, przecież znamy te pokiereszowane ciała ludzkie z mediów: ofiary wojen, morderstw, czy straszliwych chorób. Cóż z tego, kiedy wydaje się nam, że przecież sztuka czysta powinna łagodzić obyczaje, a nie prowokować nas czy wręcz szokować. I tutaj w opozycji: codzienność a sztuka wybieramy instynktownie, myślenie o sztuce, jako miłej, łatwej i przyjemnej – bo przecież codzienność jest rozpaczliwie brutalna! W swoich pracach Maciej Olekszy walczy z naszymi mieszczańskimi przyzwyczajeniami, przeciwstawia się schematom marketingowym, gdzie ciało ludzkie jest tylko tłem, pretekstem do sprzedawania towaru. Gdzie ciało ludzkie realizuje schemat reklamowy: młodość, uroda, nieskazitelne piękno, beztroskie życie w wyimaginowanym świecie, gdzie nie dosięgnie cię choroba czy śmierć… Efektownie zestawione kolory farb akwarelowych, ciekawa kompozycja, zunifikowanie cielesności to nowe jakości, jakie pojawiają się w twórczości Macieja Olekszego.

Robert Brzęcki – fragment tekstu z katalogu wystawy